Przez lata sen traktowaliśmy trochę jak domowy rachunek, który można zapłacić z opóźnieniem. Jedna krótka noc? Odrabiamy w weekend. Zasiedzenie się do późna? Przecież rano kawa załatwi sprawę. Sama dobrze znam ten mechanizm negocjowania z własnym organizmem, jakby był cierpliwym księgowym, a nie układem biologicznym, który codziennie próbuje utrzymać rytm mimo naszej pracy, stresu, seriali, powiadomień i wieczornego jeszcze tylko jednego maila.