Na RSV ciężko chorują też dzieci spoza grup ryzyka. Mogą być jednak skutecznie chronione

Wysoce zaraźliwy wirus syncytium nabłonka oddechowego (RSV, ang. respiratory syncytial virus) jest główną przyczyną infekcji dróg oddechowych u niemowląt i małych dzieci. Wywołuje zlewanie się zakażonych komórek nabłonka oddechowego w duże struktury zwane syncytiami (tworzą gęstą wydzielinę), a to utrudnia oddychanie. Co jednak najbardziej przytłaczające, u najmniejszych dzieci często powoduje ciężki przebieg zakażenia wymagający hospitalizacji, a czasami kończący się zgonem. Ale nie jesteśmy bezbronni.
Fot. Chrisitn Noelle / Unsplash.com

Fot. Chrisitn Noelle / Unsplash.com

O tym, czemu RSV jest wciąż groźny dla niemowląt, jak ważna jest immunoprofilaktyka w przypadku tej choroby oraz jakie możliwości profilaktyki dostępne są w Unii Europejskiej podczas XI Kongresu Wyzwań Zdrowotnych w dniach 12-13 marca 2026 w Katowicach rozmawialiśmy z prof. dr hab. n. med. in. o zdr. Iwoną Maruniak-Chudek, konsultantką wojewódzką ds. neonatologii w województwie śląskim, kierowniczką Kliniki i Oddziału Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach, oraz wiceprezeską Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego.

Wirus RS jest niebezpieczny dla każdego dziecka

Dane z ostatnich europejskich i polskich sezonów infekcyjnych wskazują na ciężki przebieg zakażenia RSV zwłaszcza u najmłodszych niemowląt (do 12. m. z.), nawet gdy nie są w grupie ryzyka, czyli nie urodziły się przedwcześnie, nie mają chorób współistniejących. Dlaczego tak się dzieje?

Prof. Iwona Maruniak-Chudek podkreśla:

Jeden pacjent może przechodzić infekcję w taki sposób, że nawet „jej nie zauważy”, drugi – może umrzeć, jeden organizm będzie się bronić, drugi nie. I zależy to od naprawdę wielu czynników, w tym od tego, czym obdarzyła nas natura, od naszego potencjału biologicznego i zapisu w genach. Nie jesteśmy w stanie wytypować tych, którzy na tym polu walki polegną. Oczywiście wyłoniliśmy kilka subpopulacji dziecięcych bardzo narażonych na RSV, jak np. skrajne wcześniaki, niemowlęta z ciężkimi wadami serca, ale zauważyliśmy, że do szpitala trafiają także dzieci bez żadnych czynników ryzyka. Oznacza to, że każdy maluch może zachorować i wymagać hospitalizacji i to już przy pierwszym zakażeniu RSV.

Bierna immunizacja to przyszłość profilaktyki RSV

Podczas panelu ekspertka zwróciła uwagę na szczególnie istotny fakt, że w sezonie 2022/23 ponad 90 proc. hospitalizowanych dzieci w Polsce nie miało rozpoznanego czynnika ryzyka ciężkiego przebiegu choroby. Były to dzieci bez żadnego zidentyfikowanego schorzenia podstawowego. I to są przypadki z długim przebiegiem choroby, dzieci wymagające wsparcia oddechowego, leczenia w warunkach intensywnej terapii, leczenia antybiotykami nadkażenia bakteryjnego. Zdarzały się również zachorowania zakończone zgonem dzieci.

Ale maluchy mogą być skutecznie chronione przed zakażeniem RSV poprzez immunizację bierną, czyli podanie specyficznych przeciwciał przeciwko wirusowi RS, których organizm jeszcze nie posiada, w celu zapobiegania wystąpieniu choroby lub zmniejszenia nasilenia jej objawów. W tym zakresie w Polsce dostępnych jest kilka możliwości bezpłatna szczepionka dla kobiet w ciąży, gdzie dochodzi do przenoszenia przeciwciał matczynych przez łożysko do płodu oraz dwa przeciwciała monoklonalne.

Fot. Freepik

Ekspertka wyjaśnia:

Mamy szczepienia w ciąży, które popieram całym sercem, ale nie każda kobieta chce się szczepić w tym okresie. A jeśli się zaszczepi, nie mamy pewności, jak długo noworodek będzie chroniony. Od kilkunastu lat dzieci z konkretnych grup ryzyka bezpłatnie chronimy poprzez podanie przeciwciała monoklonalnego o nazwie palivizumab, w postaci 3-5 iniekcji w sezonie występowania wirusa RS. Ale co z tymi dziećmi, które nie mają obciążeń, czy one są gorsze? Przecież w tej grupie też może zdarzyć się ciężki przebieg, a nawet zgon. A mamy dostępne w Polsce przeciwciało monoklonalne nirsewimab, o nazwie handlowej Beyfortus, do podaży w jednej iniekcji, obecnie nierefundowane dla żadnego dziecka, ani z grupy ryzyka, ani zdrowego.

Koszty społeczne i systemowe braku profilaktyki

Ta sytuacja, gdy wystąpi zachorowanie, ma swoje konsekwencje. Po pierwsze dla samych dzieci i ich rodziców, bo dziecko cierpi, a jego choroba dezorganizuje życie całej rodziny. Po drugie, stanowi obciążenie dla systemu opieki zdrowotnej w Polsce, poprzez m.in. koszty hospitalizacji, przeciążenie neonatologów, pediatrów, placówek POZ i SOR-ów, a także następstwa choroby.

Prof. Maruniak-Chudek mówi:

Trzeba zastanowić się, czy koszty uodpornienia nie będą niższe niż koszty hospitalizacji, wielochorobowości, późniejszych absencji rodziców i dziecka, również chorób dziecka w dalszym okresie życia, takich jak np. wheezing, czyli świszczący oddech lub astma czy też inne dolegliwości spoza układu oddechowego. Proponujemy włączenie do kalendarza immunizacji, biernej profilaktyki w postaci podaży przeciwciała przeciwko RSV, jak również utrzymanie możliwości bezpłatnego szczepienia ciężarnych. Nie zrobiliśmy jeszcze wszystkiego, co możliwe, aby chronić najmłodszą populację. Pomimo obecnie wprowadzonego rozwiązania (szczepień dla ciężarnych i programu lekowego dla wybranych grup ryzyka), znaczna część niemowląt wciąż pozostaje bez ochrony, a temu nie możemy się biernie przyglądać.
Alicja Jabłońska-KrzywyA
Napisane przez

Alicja Jabłońska-Krzywy

Redaktor Naczelna Focus o Zdrowiu. Medical content creator, ekspertka w obszarze dziennikarstwa wyjaśniającego, digital content marketingu oraz komunikacji. Od wielu lat z pasją tworzy treści, prezentujące odbiorcom trudne zagadnienia zdrowotne w empatyczny sposób. Publikowała na portalu zdrowie.natemat.pl, przez wiele lat związana z branżą farmaceutyczną.