Taco Hemingway nie jest skandalistą w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Jego kontrowersyjność polega raczej na wytykaniu w swoich tekstach polskich wad narodowych, krytyce polskiej mentalności, podziałów politycznych czy kondycji państwa.
Nie znajdziemy u niego przekleństw dla samych przekleństw jak u niektórych raperów epatujących wulgarnością, agresją czy skrajnym nihilizmem. Filip Szcześniak to raczej obserwator codzienności.
“Cześć, kupiłam ci Solpadeine, to totalnie dziwne, ale Carpe Diem”
Jak każdy artysta zgodnie z art. 73 Konstytucji RP ma prawo do ekspresji i wolności twórczości artystycznej. I wszystko byłoby OK, gdyby nie tekst jednego z najnowszych utworów “Zakochałem się pod apteką”. W treści więcej niż jeden raz wymieniona jest nazwa leku Solpadeine.
Znajdziemy ją m.in. w wersach: “Idę rano po Solpadeine, stoi postać, jej głowa jest w dymie”, “Przepani, Solpa w rozpuszczalnej tabletce” oraz “Cześć, kupiłam ci Solpadeine, to totalnie dziwne, ale Carpe Diem”.
Raper jak zwykle użył bardzo konkretnego osadzenia w rzeczywistości, do czego zdążył już przyzwyczaić fanów. Jednak ze względu na fakt, że wokół leku zbudowana jest część narracji utworu, piosenka stała się viralem i przyciągnęła wzrok instytucji nadzorujących rynek farmaceutyczny.
Dlaczego sprawą zajął się GIF?
Zainteresowanie Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego (GIF) oraz mediów wynika z ogromnego zasięgu artysty. Problem polega na tym, że Solpadeine to lek zawierający trzy substancje czynne:
- paracetamol o działaniu przeciwbólowym i przeciwgorączkowym, który przyjmowany w zbyt wysokich dawkach poważnie uszkadza wątrobę i może prowadzić do jej niewydolności,
- kodeinę fosforanu, czyli opioidowy lek przeciwbólowy, pochodną morfiny, która przy niewłaściwym stosowaniu może prowadzić do uzależnienia,
- kofeinę, która w przypadku przekroczenia dawki może prowadzić do licznych skutków ubocznych.

Stąd GIS chce uzyskać wiedzę, czy sam utwór jest tylko artystyczną wizją, czy też niedozwoloną formą promocji produktu leczniczego. Polska Agencja Prasowa uzyskała komentarz Łukasza Pietrzaka, Głównego Inspektora Farmaceutycznego, który zaznacza:
Wczoraj zostało wysłane pismo do podmiotu odpowiedzialnego, ponieważ musimy najpierw ustalić, czy producent leku udzielił zgody artyście na prowadzenie reklamy.
Kontekst prawny: czy artyście wolno używać nazw leków?
W polskim systemie prawnym kluczowym dokumentem jest Prawo farmaceutyczne. Przepisy dotyczące reklamy leków są tam niezwykle rygorystyczne i zawierają m.in.:
- zakaz reklamy leków wydawanych z przepisu lekarza,
- zakaz kierowania do publicznej wiadomości reklamy leków bez recepty przez osoby znane, naukowców lub osoby sugerujące posiadanie wykształcenia medycznego.
I tutaj pojawia się konflikt pomiędzy wolnością artystyczną a zapisami prawa. Bo jeśli nazwa leku służy wyłącznie opisaniu rzeczywistości lub emocji, teoretycznie artysta nie łamie prawa. Jeśli jest ukrytą, nielegalną reklamą produktu leczniczego, konsekwencje mogą być dotkliwe.
Inna kwestia to ta, że nawet jeśli jest tylko wyrazem twórczości artystycznej, nie pozostaje bez wpływu na młodzież. Taco Hemingway jest głosem pokolenia. GIF obawia się, że utwór może wpłynąć na wzrost sprzedaży leku wśród osób młodych, szukających w nim efektów innych niż przeciwbólowe. To, nawiasem mówiąc, podobno już się dzieje.
Potencjalne konsekwencje
Jeśli GIF uzna utwór za reklamę leku, artystę i wytwórnię czekają wysokie kary finansowe (sięgające setek tysięcy złotych) za prowadzenie niedozwolonej reklamy. W przypadku producenta leku, jeśli udowodniono by porozumienie z artystą, firma farmaceutyczna może zostać ukarana za złamanie zakazu korzystania z wizerunku osób znanych w reklamie leków.
W skrajnych, choć bardzo rzadkich przypadkach, żądanie usunięcia treści promujących niewłaściwe użycie leku mogą otrzymać platformy streamingowe.
Na ten moment większość ekspertów skłania się ku teorii, że zastosowanie nazwy leku w treści to element tzw. street credibility i realizmu w twórczości Taco, a nie płatna kampania. Niemniej, samo wszczęcie dyskusji przez GIF jest jasnym sygnałem, że granica między sztuką a promocją produktów leczniczych będzie coraz pilniej strzeżona.

